poniedziałek, 20 stycznia 2014

Promise, Rozdział 5

 Rozpoczęła się długo wyczekiwana przez wszystkich pora roku. Powietrze pachniało ziemią, a wiosna dawała o sobie znać, pozwalając drzewom na wybudzenie się z zimowej śpiączki. Znużeni ciągnącą się w nieskończoność zimą, ludzie wyszli z domów żeby złapać trochę promieni słońca i pospacerować napawając się widokiem, budzącej się do życia przyrody.
 Ja także idąc do szkoły chłonęłam ten widok. Brakowało mi tego. Po ponad trzech miesiącach szarej zimowej pluchy, zapragnęłam znów poczuć na twarzy ciepło promieni słonecznych.
 Kiedy kilka dni temu spotkałam Chrisa w lesie, opowiedział mi o całej tej sytuacji z wilkami. Przypadkowo, chodząc po lesie natknął się na watahę, która zaczęła go gonić. Po tym jak mi to opowiedział porozmawialiśmy jeszcze chwilę i rozstaliśmy się żeby każde mogło pójść w swoją stronę. Mimo to zdziwiło mnie trochę że włóczył się po lesie w nocy, ale sama nie byłam lepsza więc zbytnio nie naciskałam na ten temat. Wydawał się miły, mimo tego przeszywającego spojrzenia którym zwykł mnie obdarowywać. Tak jak obiecałam, następnego dnia spotkałam się z Eve. Usiadłyśmy w naszej ulubionej kawiarence na rogu i rozmawiałyśmy długie godziny, zajadając się jabłecznikiem jak to miałyśmy w zwyczaju. Opowiedziałam jej o spotkaniu z Chrisem i o Kevinie. Najpierw uznała że to słodkie że mnie pocałował i zachwycała się tym że był taki tajemniczy, ale po dłuższej dyskusji zgodnie uznałyśmy że jest dupkiem, skoro mnie tak wystawił, więc nie drążyłyśmy jego tematu zbyt długo.
  Ucieszyłam się na myśl że już nie długo zrobi się ciepło i będziemy wyjeżdżać z Eve i resztą paczki nad wodę. Miałyśmy z Eve tak wiele wspólnych szczęśliwych wspomnień. Oprócz tych dobrych chwil, nasza przyjaźń przetrwała też sporo prób, ale mimo to zawsze wspierałyśmy się w trudnych momentach.
 W tem słońce wyjrzało zza chmur przerywając moje rozmyślenia i poczułam na twarzy ciepło jego promieni. Stęskniłam się za tym uczuciem. jednak nie nacieszyłam się tym zbyt długo, bo mina mi zrzedła kiedy zobaczyłam znajomego, granatowego Jeep'a. Odwróciłam wzrok niezadowolona i przyspieszyłam kroku. Niech nie myśli że nie mam mu za złe, tego że najzwyczajniej w świecie mnie olał. Nie potrafiłam zrozumieć jego postępowania. Najpierw jest dla mnie miły i w ogóle, całuje mnie chociaż się nie znamy, umawia się ze mną a potem nie przyjeżdża. To przecież nie ma sensu.
 Jeep sunął powoli przez asfalt by po chwili zrównać się ze mną prędkością. Kierowca opuścił szybę zza której wychyliła się rozpromieniona twarz Kevina.
- Podwieźć Cię ? - usłyszałam, jednak zignorowałam go nawet nie zaszczycając go spojrzeniem. Po głosie wywnioskowałam że raczej nie czuje się winny. - Hej, Adler. Zapytałem cię o coś. - jego głos już nie był tak rozradowany, jednak nie przestawał być przyjazny. Wyglądał na kogoś kto nie lubi gdy się go ignoruje.
 Chwila. Zatrzymałam się i obrzuciłam  go chłodnym spojrzeniem.
- Skąd wiesz jak się nazywam ?
- Nie odpowiada się pytaniem na pytanie. - zgromiłam go wzrokiem, tym samym dając mu do zrozumienia że mnie to nie bawi - Ale powiedzmy że zgadywałem. - uśmiechnął się szelmowsko, widząc moje zdenerwowanie - I sądząc po tym jak zareagowałaś, najwyraźniej trafiłem. - spojrzałam na niego nie kryjąc irytacji i odniosłam wrażenie że bawi go to jak się wściekam - Wsiadaj...
- Przejdę się.
 Gdy tylko to powiedziałam, zobaczyłam jak zajeżdża mi drogę parkując na środku chodnika i wysiada z samochodu. Złapał mnie delikatnie za dłonie zachodząc mi drogę i nachylił się nade mną.
- Przestań, proszę cię. - szepnął.
- Przestań ? Tylko tyle masz mi do powiedzenia ? - w moim głosie można było wyczuć pretensję, wyrwałam ręce z jego uścisku - Po co w ogóle się ze mną umówiłeś skoro nawet nie miałeś zamiaru przyjechać ? - wściekłam się.
- Ehh to nie tak. - zaczął się tłumaczyć, przy tym gorączkowo wymachując rękami, - Nie mogłem przyjechać, wypadło mi coś bardzo ważnego.
- W takim razie, co to było ?
 Przez chwilę widziałam po jego minie że walczy ze sobą, ale po niespełna minucie ciszy westchnął zrezygnowany.
- Nie mogę ci powiedzieć. - szepnął w końcu.
- Więc chyba nie potrzebnie mnie zatrzymałeś. - powiedziałam chłodno i spróbowałam go wyminąć, ale złapał mnie delikatnie w talii i przyciągnął do siebie. Zirytowałam się. Co on sobie wyobraża ? - Puść mnie. - spróbowałam się wyrwać, jednak był zbyt silny - Czego ty w ogóle ode mnie chcesz ?
- Daj mi drugą szansę. - szepnął mi do ucha, drażniąc oddechem moją szyję.  Pachniał tak ładnie, że nie potrafiłam się mu oprzeć.- Przepraszam. - Widząc jak wzdycham zrezygnowana, delikatnie przejechał dłonią po moim policzku, odgarniając kilka niesfornych kosmyków które opadły mi na twarz. Znieruchomiałam walcząc z cudownym dreszczem który przebiegł mi po plecach. Poczułam że się rumienię, na co on uśmiechnął się z satysfakcją, widząc moje zawstydzenie. Humor najwyraźniej mu wrócił bo po chwili wypuścił mnie ze swoich objęć i podszedł do samochodu, żeby otworzyć przedemną drzwi.
- Więc skoro już mi wybaczyłaś, to może podwiozę cię do szkoły ?
- Kto powiedział że ci wybaczyłam ? - powiedziałam udając oburzenie. Nie potrafiłam się na niego gniewać.
- O daj spokój. Nie mów że nie rusza cię mój wrodzony urok. - zaśmiał się i puścił mi oczko.
- Jesteś nie możliwy. - odrzekłam rozbawiona, wsiadając do samochodu.

Siedziałam w kawiarni na rogu i dopijałam swój koktajl porzeczkowy. Eve radośnie świergotała o chłopakach z Kanady z którymi koresponduje, a w szczególności zachwycała sie Joshem, kuzynem jej koleżanki z tamtejszej klasy. Według jej opisu Josh wyglądał jak skrzyżowanie Adonisa z Bradem Pitt'em i grał na pozycji rozgrywającego w szkolnej drużynie koszykówki. Po chwili jednak zmieniła temat.
- Widziałaś się z Kevinem ? - zapytała z nieukrywaną ciekawością.
- Tak, dzisiaj rano podwiózł mnie do szkoły.
- I jak było ?
- A jak miało być ? - zapytałam zdziwiona.
- No nie wiem, umówiliście się ?
- Nie. - odpowiedziałam po chwili namysłu. Eve omal nie zadławiła się swoim ciastem kokosowym.
- Ehh... Rebel jesteś beznadziejna, czy ja naprawdę muszę uczyć się jak postępować z facetami ? - stwierdziłam że to pytanie retoryczne,  więc nic nie powiedziałam,na co ona ruchem dłoni przywołała przystojnego kelnera. Brązowowłosy chłopak podszedł do nas ochoczo.
- W czym mogę paniom służyć ? - zapytał, szczerząc zęby w uśmiechu.
- Chciałabym zamówić cynamonowe i waniliowe espresso i ciebie na deser. - powiedziała taksując go wzrokiem, z kokieteryjnym uśmiechem na ustach.
 Zasłoniłam twarz ręką w geście zażenowania. Chłopak wyraźnie zaskoczony wypowiedzią Eve, speszył się nie wiedząc co powiedzieć. Posłałam mu przepraszający uśmiech.
- Koleżanka żartuje, espresso wystarczy. - próbowałam jakoś wybrnąć z sytuacji, ale kelner szybko zniknął za barem. Roześmiałam się. - Rzeczywiście jest twój, mistrzyni podrywu. - zakpiłam. Eve założyła ręce na piersi udając obrażoną, ale po chwili śmiałyśmy się w najlepsze z zaistniałej sytuacji, tym samym zwracając uwagę pozostałych gości i części personelu, w tym nieszczęsnego kelnera.
 Spojrzałam na zegarek, dochodziła 20. Za oknem robiło się ciemno, a ja obiecałam mamie że po drodze zahaczę jeszcze o market i kupię owoce. Do mamy miał dzisiaj przyjść Nick, więc nie śpieszyło mi się specjalnie. Świadomie odwlekałam mój powrót do domu.
 Tak jak obiecałam po drodze na przystanek autobusowy wstąpiłam do marketu, gdzie kupiłam kilka jabłek, bananów i kilogram mandarynek. Po zakupach z ociąganiem skierowałam się w stronę przystanku. Nie chciałam jeszcze wracać. Z utęsknieniem chłonęłam każdą chwilę napawając się zimnym nocnym powietrzem. Miasto nocą było naprawdę piękne, latarnie rzucały ciepłe światło na zwilżone wiosennym deszczem ulice, wszystkie te stare kamienice wprawiały w romantyczny nastrój. Miałam jeszcze dosyć kawałek do przejścia, więc postanowiłam skrócić sobie drogę i skręciłam w ciemny park. Znałam okolicę i nie bałam się tędy chodzić, nawet nocą. Czasem można było spotkać tu spacerujące za rękę pary, lub starszych ludzi karmiących gołębie, ale dzisiaj nie było nikogo. Na cały, dosyć spory teren parku paliła się tylko jedna latarnia. Jakie było moje zdziwienie kiedy zobaczyłam że całkiem liczna reszta została zbita. Poczułam narastający niepokój. Manewrowałam niepewnie między co większymi skupiskami szkła i przyspieszyłam kroku żeby jak najszybciej wyjść z tych nieprzebytych ciemności. 
 Wtedy zatrzymało mnie mocne szarpnięcie za rękaw kurtki, zachwiałam się i wpadłam na kogoś. Siatka z owocami wypadła mi z ręki, a mandarynki potoczyły się po chodniku. Tym kimś okazał się być wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna, który chwycił mnie w pasie i zaczął brutalnie ciągnąć w stronę zarośli. Zaczęłam się szarpać i wyrywać, ale w wyniku moich starań, jego dłonie jeszcze mocniej zacisnęły się na moich przedramionach, w żelaznym uścisku, czułam jak pod skórom robią mi się siniaki. Miałam wrażenie że jego palce zaraz przebiją moją kurtkę a potem skórę. Usłyszałam krzyk. Długi, przeciągły jęk, bólu przepełniony goryczą. Brzmiący jak histeria zwierzęcia które wydając ostatnie tchnienie godzi się ze śmiercią. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę że wydobywa się on z mojego gardła. To był mój krzyk. W odpowiedzi na ten akt paniki,otrzymałam cios w twarz, który pewnie zwaliłby mnie z nóg gdyby nie palce coraz silniej zakleszczające się na mojej ręce. Fala bólu ogarnęła moją głowę i ramiona, by po chwili rozlać się po całym ciele. W ustach miałam metaliczny posmak krwi, skroń zapiekła, jak rana posypana solą i coś gorącego zaczęło spływać mi po twarzy. Po chwili dowlekł mnie do krzaków i powalił na ziemię. Uderzyłam głową o korzeń pobliskiego drzewa.  Bób w mojej głowie eksplodował na nowo. Coś ostrego wbiło mi się w nadgarstek. Gorąca krew spływała mi z ręki, zostawiając wszędzie czerwone plamy. Spanikowałam, dotarło do mnie co za chwilę może cię stać. Kiedy spróbował rozpiąć moje spodnie,  z całej siły kopnęłam go w szczękę, najwidoczniej poskutkowało bo złapał się za szczękę, zatoczył dwa kroki do tyłu i zaczął pluć krwią, siarczyście przy tym przeklinając. 
- Ty mała suko ! - krzyknął rozeźlony, nie czekając na jego dalsze reakcje, zerwałam się z trawnika i zaczęłam uciekać w przeciwnym kierunku. 
 Biegłam ile sił w nogach, kiedy byłam już blisko wyjścia z parku, odwróciłam się żeby zobaczyć czy mnie goni, ale nikogo nie dostrzegłam w tych nieprzeniknionych ciemnościach. Ścieżka była pusta, odetchnęłam. Nagle zderzyłam się z kimś. Impet uderzenia sprawił że się zachwiałam i nie wątpliwie uderzyłabym o ziemię gdyby nie podtrzymały mnie czyjeś silne ramiona.
___________________
Wiem jestem okropna że przerywam w takim momencie. Mam cichą nadzieję że notka jest satysfakcjonująca. Mam już ponad tysiąc wyświetleń ! Tak wiem że to mało w porównaniu do innych blogów ale i tak się cieszę. To mój mały rekord bo jeszcze na żadnym blogu nie zostałam na tyle długo żeby dobić do tysiąca wyświetleń. Pamiętaj cie że wasze komentarze karmią moją wenę :)

piątek, 17 stycznia 2014

Nominacja

 Mój blog został nominowany do LBA. LBA polega na: nominowany nominuje 11 blogów, odpowiada na 11 zadanych mu pytań, zadaje nominowanym inne pytania. Nie nominuje się blogów które nominowały twój blog. Gdyby coś było nie jasne pytamy w komentarzach :)

 Moje odpowiedzi:

1) Ulubiona pora roku? Dlaczego?
Lato. Może moja odpowiedź jest banalna, ale głównie z powodu wakacji, wysokiej temperatury i słońca.
2) Jaką muzykę najczęściej słychać w twoim pokoju?
Różnie, słucham prawie każdego z gatunków, ale w moim pokoju najczęściej rozbrzmiewa coś energetycznego i tanecznego. Wtedy zazwyczaj sprzątam lub tańczę.
3) Czy lubisz swoją klasę/ rówieśników?
Jasne, myślę że są prześmieszni.
4) Uprawiasz jakiś sport?
Tak, gram w koszykówkę i tańczę.
5) Lubisz chodzić na spacery do lasu?
Nie wiem, nie mam ku temu zbyt częstej okazji.
6) Zwiedziłeś jakieś kraje? Jak tak to co ciekawego tam zobaczyłeś/aś?
Zwiedziłam ich dosyć mało, ale mam zamiar nadrobić to w przyszłości. A z tych które zwiedziłąm to między innymi: Włochy, Hiszpania, Chorwacja, USA
7) Ulubione imię męskie i damskie?
Kevin i Vanessa
8) Jeśli mógłbyś/mogłabyś zamienić się miejscami z jakąś postacią z książki/filmu, to kim byś chciał/a być? Dlaczego?
Zamieniłabym sie miejscami z Dru z '' Innych Aniołów'' Lili St. Crow, nawet nie wiem dlaczego, jakoś fascynuje mnie ta postać i jej siła.
9) Ulubiona komedia?
'' 21 Jump Street'' oglądałam ją wczoraj, nie pamiętam już który raz.
10) Jaka jest twoja pasja/ hobby?
Oczywiście pisanie, ale uwielbiam również rysować.
11) Jaka jest twoja definicja przyjaźni?
Przyjaźń jest wtedy, kiedy druga osoba ryzykuje żeby ci pomóc i potrafi czasem na ciebie nawrzeszczeć żebyś się otrząsnęła i przestała rujnować sobie życie.

Moje pytania dla was:

1) Jaki film ostatnio obejrzałeś ?
2) Jaki jest twój ulubiony gatunek filmu ?
3) Jakie jest twoim zdaniem idealne miejsce na randkę ?
4) Jaka jest twoja ulubiona piosenka ?
5) W jakim kraju chciałbyś zamieszkać ?
6) Jaki jest twój ulubiony cytat ?
7) Czy masz swój ulubiony paring, jak tak to jaki ?
8) Gdybyś mógł wybrać celebrytę z którym spędziłbyś tydzień, kto by to był ?
9) Jaka jest twoja ulubiona książka ?
10) Czym chciałbyś zajmować się w przyszłości i dlaczego ?
11) Gdybyś mógł zmienić u siebie jedną cechę charakteru, jaka byłaby ta cecha ?

Nominowane przeze mnie blogi :

http://zutara.blog.pl/
http://sasusaku-by-jusia.blog.onet.pl/
http://dramione-sheireen.blogspot.com/
http://dramione-never-let-me-go.blogspot.com/
http://ss-taste-blood.blog.onet.pl/
http://dramione-milosc-przez-glupote.blogspot.com/
http://dramione-gdy-jestesmy-sami.blogspot.com/
http://internetowa-milosc.blogspot.com/

Przepraszam że jest za mało blogów ale nie chcę nominować na siłę tych których nawet nie czytałam. Nominuję te które uważam za ciekawe i dobrze napisane. Pozdrawiam :)


piątek, 10 stycznia 2014

Promise, Rozdział 4

Tego dnia reszta lekcji upłynęła w miarę możliwości spokojnie, pozwalając mi się zastanowić nad tym co przez całe zajęcia zajmowało moje myśli. Czy powinnam dzisiaj rzeczywiście spotkać się z Kevinem ? A może nie mówił tego na poważnie. Już sama nie wiedziałam co o tym myśleć. To wszystko wydawało się bez sensu. I jeszcze ten pocałunek. Na samo wspomnienie tej chwili zarumieniłam się lekko. Miał w sobie coś magnetyzującego ale gdzieś w środku czułam że bezsensownie się nakręcam i w rezultacie nie wyniknie z tego nic dobrego.
 Wróciłam do domu, gdzie ku mojemu zaskoczeniu zastałam mamę. Kiedy weszłam do kuchni, układała brudne naczynia w zmywarce.
- Cześć. - przywitałam się. Trochę zdziwiła mnie jej obecność bo zazwyczaj wracała do domu późnym wieczorem. Ostatnimi czasy nie rozmawiałyśmy zbyt często, o ile w ogóle rozmawiałyśmy.
- Cześć kochanie. Jak tam w szkole ? Wydarzyło się coś ciekawego ?
- Wszystko OK. Tak jak zwykle. - po co miałam jej mówić o tym jak się zachowała pani Peterson wobec mnie. Zapewne i tak nic by to nie zmieniło, tylko zaczęłaby się niepotrzebnie denerwować, a ja przecież nie potrzebuję niczyjej pomocy, radzę sobie.
 Spojrzała na mnie z zatroskaną miną, zamykając drzwiczki zmywarki.
- Jesteś pewna ? Wyglądasz na zmęczoną...
- Wydaje ci się. - ucięłam i powolnym krokiem ruszyłam w stronę schodów. Była dziwnie nadopiekuńcza. Nie pasowało to do niej. 
- Becca, kochanie. - zatrzymał mnie jej zatroskany głos. Wie że nie lubię tego zdrobnienia ale mimo to wciąż zdarza jej się go używać. - Wiem że ostatnio mało ze sobą rozmawiamy, przepraszam że nie poświęcam tobie i Michaelowi tyle czasu ile bym chciała, ale przecież sama wiesz że mam natłok pracy i nie jest mi łatwo. - spojrzała na mnie przepraszająco - Od śmierci waszego taty...
- Mamo. - przerwałam jej widząc co się święci, nie musi mi się spowiadać dobrze wiem jak jest. Spróbowałam  ją uspokoić, widząc malujący się w jej oczach żal. - Nie tłumacz mi się. - uśmiechnęłam się ciepło - Nie obwiniaj się, ja i Michael sobie poradzimy. - powiedziałam spokojnie otaczając ją ramieniem w geście pocieszenia. - Przecież jesteśmy już dorośli.
 Od śmierci taty, mama nie była już tą samą osobą. Z pełnej życia, spontanicznej i zawsze uśmiechniętej kobiety, stała się smutna i nieporadna. Bardzo schudła, oczywiście nadal była piękną kobietą, ale jej hebanowo czarne włosy stały się cieńsze, a duże oczy w kolorze wiosennej trawy zdawały się nie błyszczeć tak jak kiedyś. Przez pewien okres czasu chodziła po domu, gładząc palcami rzeczy należące do ojca i wybuchając płaczem za każdym razem kiedy przypominała sobie że jego już nie ma. Los odebrał jej osobę którą darzyła niesamowitą romantyczną miłością i nie zapowiadało się żeby w najbliższej przyszłości pokochała kogoś na nowo.
 W końcu wszyscy pogodziliśmy się z tym że tata już nigdy nie stanie w drzwiach, jak to zwykł robić po powrocie z misji. Nie przytuli mnie i Michael'a mówiąc jak bardzo nas kocha i że bardzo tęsknił. Nie złapie mamy w ramiona, nie pocałuje i nie powie jak bardzo jest szczęśliwy że ma nas.
 Spojrzałam w jej smutne zielone oczy. Były takie same jak oczy Michaela, miał też jej hebanowe włosy. Był bardzo podobny do mamy ale oboje z Michaelem odziedziczyliśmy charakter po tacie. Byliśmy uparci i zawzięci tak samo jak on. Ja oprócz tego jestem do taty bardzo podobna z wyglądu, mama czasem wspomina że jak byłam mniejsza to byłam jego malutką dziewczęcą repliką. Te same duże, stalowo szare oczy i jasno brązowe włosy.
- Kochanie chciałam przekazać ci dobrą nowinę. - powiedziała, wyglądało to tak jakby nagle wstąpiła w nią dawka nowej pozytywnej energii. Miałam złe przeczucia, zachowywała się dzisiaj dziwnie. Najpierw mi się rozczula a teraz zdaje się tryskać szczęściem.
- Poznałam wspaniałego mężczyznę. - zaświergotała mama, a w jej oczach zapłonęły wesołe og
niki - Jest naprawdę cudowny, ma na imię Nick. Spotykamy się od jakiegoś czasu.
- Dlaczego wcześniej mi nie powiedziałaś że kogoś masz ? - dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak bardzo się od siebie oddaliłyśmy. Byłam głupia że myślałam że tata dalej jest jedynym mężczyzną w jej życiu. Ale z drugiej strony przecież ma prawo ułożyć sobie życie na nowo. Sama nie wiedziałam co o tym myśleć.
Ten facet chyba nie ma zamiaru się tu wprowadzić. Mama może się umawiać z kim chce, ale mi nie uśmiecha się witać z otwartymi ramionami jakiegoś faceta udającego że może zastąpić mojego ojca.
- Na pewno go polubisz. Jest bardzo sympatyczny. - zaklaskała radośnie w dłonie – A już wkrótce go poznasz.
Szczerze w to wątpiłam. Mina lekko jej zrzedła, chyba nie wyglądałam na przekonaną.
 - Wychodzę dzisiaj wieczorem. - powiedziałam spokojnie i skierowałam się w stronę schodów chcąc jak najszybciej się ulotnić.
- Z kim idziesz ? Znam go ? O której wrócisz ? Gdzie idziecie ?
- Z kolegą, nie znasz go. Jeszcze nie wiem gdzie idziemy, ale na pewno wrócę przed dziesiątą. - odpowiedziałam próbując zmusić się do uśmiechu
 Chwilę później siedziałam w swoim pokoju, wpatrując się w topniejące sople lodu zwisające z krawędzi rynny i rozmyślałam. Kiedy tu weszłam zimne powietrze uderzyło mnie w twarz. Okno było otwarte na oścież, co było dosyć dziwne bo nie pamiętam żebym je tak zostawiała, a nie mogła tego zrobić mama bo pokój był zamknięty na klucz. Coraz częściej kiedy wchodziłam tu po mojej dłuższej nie obecności wyczuwałam czyjąś obecność. Coraz częściej czułam się tu obco i nieswojo.
 Dochodziła szósta więc powinnam zacząć się przygotowywać. Chodziłam po pokoju w tę i
z powrotem szukając czegoś odpowiedniego. Pierwszy raz w życiu nie wiedziałam w co się ubrać.
 W końcu założyłam zwykły biały sweter i granatowe rurki, po czym zrobiłam delikatny makijaż i dokładnie wytuszowałam rzęsy. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze, musiałam przyznać że wyglądam całkiem nieźle.
 Spojrzałam na wyświetlacz komórki, było pięć po szóstej. Podeszłam do okna zawstydzona tym że spóźniam się na pierwsze spotkanie, ku mojemu zdziwieniu na podjeździe było pusto. Rozejrzałam się ale po chwili odetchnęłam z ulgą i podeszłam do lustra żeby rozczesać włosy. Kiedy skończyłam, były gładkie i błyszczące, ułożyłam je palcami po czym usiadłam z powrotem przy oknie opierając twarz na dłoniach.
 Posiedziałam tak chwilę. Po pewnym czasie za oknem zaczął padać deszcz ze śniegiem. Skierowałam swój wzrok na komórkę. Półnagi Mark Wahlberg uśmiechał się do mnie z czarno białej tapety eksponując przy tym umięśnioną klatkę piersiową. Była za piętnaście siódma.
 Byłam już lekko zniecierpliwiona ale dalej wyrozumiale próbowałam wmawiać sobie że coś mu wypadło i na pewno za chwilę przyjedzie. Ale tak się nie stało. Z każdym przejeżdżającym samochodem ulatniała się ze mnie nadzieja.
 Wkrótce moje rozdrażnienie ustąpiło miejsca głębokiemu rozczarowaniu. Skarciłam się w myślach za to że zrobiło mi się przykro. To nie ma sensu, przecież prawie go nie znam, więc dlaczego miałabym przejąć się tym że nie przyszedł. Ale się przejęłam, choć teoretycznie nie powinnam. Jeżeli facet wystawia cię do wiatru, to zawsze boli,  czy go znasz nie ma znaczenia.
 ' Przestań gapić się na każdy przejeżdżający samochód, jak jakaś naiwna idiotka. On nie przyjedzie. Przecież wiesz. ' - usłyszałam cichutki, niezadowolony głos w mojej głowie. Wiedziałam.
 Przebrałam się w coś wygodniejszego i zeszłam na dół. Mama siedziała na kanapie i oglądała ' The Jerry Springer Show ', kiedy mnie zobaczyła, ułożyła się wygodniej na swoim miejscu i zapytała.
- Wychodzisz już ?
- Tak.
 Spojrzała na mnie i cmoknęła z dezaprobatą.
- Idziecie na siłownie ? - zapytała, mierząc moje sprane dresy, podejżliwym wzrokiem.
- Nie, idę się przejść. Sama. - powiedziałam w momencie kiedy na ekranie jakaś otyła afroamerykanka zamachnęła się żeby uderzyć stojącą obok blondynkę.
- Masz telefon ? Robi się już ciemno.
- Wrócę przed dziesiątą. - powiedziałam zarzucając na siebie kurtkę.
 I wyszłam. Na zewnątrz było zimno, mój oddech po chwili zmienił się w mały obłoczek gęstej pary. Śnieg nie przestawał padać, to chyba już ostatni tej zimy. Poczułam jak płatki topią się w moich włosach pozostawiając po sobie mokre ślady, zarzuciłam na głowę kaptur i rozejrzałam dookoła. Ciemny las dookoła wyglądał dziś jeszcze mroczniej niż zazwyczaj. Powyginane spazmatycznie, konary drzew rzucały złowrogie cienie, a jedynym źródłem światła były migocące w sklepieniu niebieskim gwiazdy. Zawahałam się, ale po krótkiej chwili namysłu puściłam się biegiem w głąb lasu. Splątane na ziemi korzenie utrudniały mi pokonywanie kolejnych metrów i kilka razy omal się nie przewróciłam, ale nawet to nie powstrzymało mnie przed wznowieniem biegu. Po kilku minutach dotarłam do niewielkiej polany położonej w głębi lasu, w tym miejscu odsunięte od siebie korony drzew ukazywały skrawek usianego gwiazdami nocnego nieba. Znałam to miejsce. Zawsze spacerowałam tędy kiedy było mi źle, musiałam coś przemyśleć lub po prostu naszła mnie ochota.
 Zamknęłam oczy i usłyszałam szemranie zimnego strumyka płynącego nieopodal. Podbiegłam w jego stronę, nie patrząc pod nogi i potykając się kilka kroków o wystające korzenie drzew. Strumień był bardzo wąski, liczne kamienie odbijały księżycową poświatę, rozchlapując wodę dookoła. Kiedy zanurzyłam w nim dłoń przeszył mnie zimny dreszcz i wyciągnęłam z niego rękę, tak samo szybko jak ją tam wsadziłam. Woda była lodowata.
 Nocną ciszę zakłócaną jedynie cichutkim szelestem wody rozbijającej się o brzegi strumyka przerwało nieludzkie wycie. Wycie tak głośne i przerażające że zmaterializowało elektryzujący dreszcz który przebiegł po moim kręgosłupie i uniósł włoski na karku. Odgłos tak mroczny że dociera przez uszy i mózg do zwierzęcych instynktów które dawno temu zatarła w nas cywilizacja.
Wilki.
 Poczułam narastający niepokój, ale po chwili uspokoiłam się tłumacząc sobie że dźwięk dochodzi z daleka i pozostałam w poczuciu złudnego bezpieczeństwa. Zamknęłam oczy i wsłuchałam się w szelest wody w strumyku i wpuściłam do płuc wilgotne powietrze pachnące sosną, mokrym mchem i... sierścią.
 Odtrąciłam jednak tę myśl i puściłam się biegiem wzdłuż strumyka. Bieganie zawsze mnie odprężało. Oddychając głęboko zamknęłam oczy i pozwoliłam zimnemu wiatrowi kłuć delikatnie moje policzki i przeczesywać włosy. Dopamina powoli rozlewała się po moich żyłach, powodując przyjemne dreszcze na mojej rozgrzanej od biegu skórze. Biegłam tak uniesiona euforią czując niesamowitą wolność. Wrażenie że teraz nikt nie może mi absolutnie niczego zakazać. Zastrzyk endorfin spowodowany biegiem wywołał uśmiech na mojej smaganej wiatrem twarzy.
 Nagle poczułam zderzenie, jakbym wbiegła w mur. Impet uderzenia sprawił że zatoczyłam się do tyłu i upadłam na zimną wilgotną glebę. Zakręciło mi się w głowie w której wykwitł ogromny ból, po dłuższej chwili której potrzebowałam na odzyskanie świadomości usłyszałam wiązankę przekleństw, dochodzących zapewne z ust mojego napastnika. Owa postać siedziała na ziemi rozmasowując czoło i posyłając mi rozgniewane spojrzenia. Był to chłopak z kędzierzawymi włosami w odcieniu słomkowego blondu.
 Sekundę później do moich uszu doleciał warkot, który niewątpliwie nie należał do chłopaka. Z za drzew wyłoniła się wataha wilków, ich srebrzyste futro falowało na wietrze odbijając srebrzystą łunę księżycowego światła, przedzierającego się przez korony drzew. Wyglądały majestatycznie i... groźnie.
 Znieruchomiałam, strach sparaliżował moje mięśnie. Chłopak wstał pośpiesznie, nie tracąc czasu na takie drobiazgi jak strzepywanie ziemi z ubrania, która w tej chwili zmieszana z innymi elementami ściółki leśnej zdobiła jego garderobę. Przebiegł koło mnie łapiąc za mój nadgarstek i ciągnąc mnie za sobą. Widząc że dalej wlepiam spanikowany wzrok w biegnące w naszą stronę wilki, ścisnął mocniej moją rękę.
- Biegnij! - krzyknął tonem nieznoszącym sprzeciwu, ciągnąc mnie za sobą.
 Oprzytomniała pod wpływem, ukłucia w nadgarstku, wstałam i puściłam się biegiem w przeciwną stronę, prawie go wyprzedzając.
Biegliśmy przez las na złamanie karku, cudem nie łamiąc sobie przy tym nóg. Nie mogliśmy tak biec w nie skończoność, z każdą sekundą odległość dzieląca nas od watahy malała, napawając nas coraz większym strachem. Kiedy przebiegaliśmy koło rozłożystego dębu z nisko osadzonymi gałęziami, chłopak przystanął.
- Na górę. - poinstruował mnie ciężko dysząc. Zawahałam się niepewna czy dam radę wdrapać się dostatecznie wysoko, ale z racji że nie uśmiechało mi się zostawać na jednej płaszczyźnie z rozwścieczoną watahą, posłusznie wdrapałam się na pobliską gałąź. Chłopak uczynił to samo. Wdrapywaliśmy się tak po konarach wielkiego drzewa, do momentu aż nie poczuliśmy się wystarczająco bezpiecznie aby zaprzestać wspinaczki.
 Wilki zebrały się pod drzewem, okrążając je kolejno. Chyba liczyły że któreś z nas spadnie. Obserwowałam w napięciu jak skaczą na gałąź, żeby zaraz się z niej ześliznąć i wylądować na ziemi. Po kilku minutach, widocznie znudzone tą zabawą w kotka i myszkę, godnie ruszyły w stronę z której przybiegliśmy. Odetchnęłam z ulgą. Chłopak widząc oddalającą się watahę zrobił to samo, na jego chudej spoconej twarzy dostrzegłam cień uśmiechu.
Siedzieliśmy na gałęziach opierając się o pień ogromnego drzewa i patrzyliśmy na znikające w leśnej gęstwinie sylwetki wilków. W tej chwili, gdy napięcie zaczęło opadać, moje zdziwienie i strach zaczęły przeradzać się w rozpaczliwą wściekłość i irytację.
- Co to miało być ? - warknęłam na usadowionego na sąsiedniej gałęzi chłopaka. - Chciałeś żeby cię rozszarpały ? Kto normalny biega po lesie ze stadem wilków o tej porze ?
- W zasadzie to wilki nie tworzą stad,  - odparł beznamiętnie, najwyraźniej nie poświęcając moim krzykom więcej uwagi, niż uważał za potrzebne - tylko watahy. - dodał nawet na mnie nie patrząc. W tym momencie moja irytacja dodatkowo wzrosła.
- Taaak ? W takim bądź razie mogłam cię tam do nich zrzucić. Wtedy mógłbyś lepiej poznać ich obyczaje! - nie przestawałam krzyczeć.
- Odwal się. Gdybym cię stamtąd nie zabrał, rozszarpałyby cię. - on tez zaczynał podnosić głos.
- Gdybyś na mnie nie wpadł, nie zaczęłyby mnie gonić!
- A więc to moja wina ? Jaka normalna dziewczyna biega w nocy po lesie, jeszcze do tego z zamkniętymi oczami ?
- Gdybyś się nie szlajał po niebezpiecznej części lasu pewnie by tu nie przybiegły. - w pewnym momencie zrobiło mi się głupio że zaczęłam na niego krzyczeć i poczułam wyrzuty sumienia spowodowane tym że wylałam na niego całą frustrację która zbierała się we mnie przez cały dzień. Przecież on tylko uciekał przed wilkami. Powinniśmy się oboje cieszyć że nic nam nie jest. Ale zamiast tego umilkliśmy. Czułam że powinnam przeprosić za mój wybuch ale słowa uwięzły mi w gardle. Dopiero teraz mogłam się mu dokładniej przyjrzeć. Miał krótkie blond włosy w grzywką, zadziornie opadającą mu na oczy w kolorze jasnego błękitu, o odcieniu tak zimnym że na sam widok po moich plecach przebiegł dreszcz. Był nie wysoki i szczupły. Nie był tak przystojny jak Kevin, ale miał w sobie coś przyciągającego uwagę. Oczy. Zdawały się przeszywać na wylot każdego na kim dłużej zawiesiły wzrok.
- Jestem Rebecca. - przemogłam się ale odpowiedziała mi jedynie cisza.
- Christopher. - powiedział po chwili, jakby z wahaniem i spojrzał na mnie nieco cieplej, jednak nie przestając świdrować mnie spojrzeniem lodowatych oczu.
_______________________________
Mam nadzieję że nie zawiodłam nikogo zbytnio. Postaram się żeby następne rozdziały były ciekawsze. Czytajcie, komentujcie i głosujcie w ankiecie to bardzo motywuje :D Dzięki temu pokonuje czasem swoje lenistwo i coś tu piszę.


niedziela, 15 grudnia 2013

Promise, Rozdział 3


  Gruba warstwa śniegowych chmur okryła niebo płaszczem w odcieniach srebra, pozwalając przedrzeć się tylko nielicznym promieniom słońca. Śnieg dawno stopniał pozostawiając po sobie szarą pluchę. Miałam już dość tej pogody, z resztą podejrzewam że nie ja jedyna. Nawet Michael wydawał się być bardziej marudny niż zwykle. Jest już marzec więc mam nadzieję że taki stan rzeczy nie potrwa już długo. Jedynie las okalający zewsząd całe miasteczko, wydawał się mniej mroczny niż zwykle. Resztki śniegu pozostałego w dołkach i między korzeniami drzew zdawały się go rozświetlać. Pamiętam jak kiedyś ktoś opowiadał mi o tym co się zdarzyło w tym lesie, podobno niegdyś powiesili się tu zakochani. On pochodził z bardzo zamożnej rodziny, natomiast ona była zwykłą dziewczyną ze slumsów. Kiedy jego rodzina dowiedziała się o tym że są razem, zabroniono mu się z nią spotykać, tylko dlatego że nie pochodziła jak on z 'dobrego domu'. Ona się załamała, ponieważ bardzo go kochała i wtedy On wymyślił że skoro nie mogą być razem za życia to spotkają się po drugiej stronie. To zarazem straszne i romantyczne. Ich ciała znalazła jakaś mała dziewczynka która zgubiła się w lesie.
 - Nie śpij, jesteśmy na miejscu. - spokojny głos Kevina wyrwał mnie z zamyślenia.
  Przetarłam jeszcze nieco zaspane oczy i spojrzałam na niego. Uśmiechał się zadziornie, bacznie mi się przyglądając. W końcu dotarło do mnie z pewnym opóźnieniem, że stoimy przed szkołą.
- Skąd wiedziałeś że chodzę tu do szkoły ? - zapytałam, w dalszym ciągu nie bardzo rozumiejąc jak się tutaj znaleźliśmy.
- Ta jest najbliżej miejsca w którym się spotkaliśmy. - powiedział uśmiechając się nonszalancko.
- ''Spotkaliśmy'' - przedrzeźniłam go i parskęłam śmiechem - Zabawnie nazywasz sytuację po której mogła zostać po mnie mokra plama na asfalcie. - dodałam z lekkim wyrzutem. On tylko roześmiał się na te słowa, wyraźnie nic sobie nie robiąc z mojego oskarżenia. Lubiłam go, choć znałam go zaledwie jeden dzień, to miał w sobie coś takiego że nie potrafiłam inaczej. Pomijając sposób w jaki się uśmiechał, sprawiał wrażenie takiego... szczęśliwego i beztroskiego.
 Uśmiechnęłam się w duchu, po czym przez szybę do naszych uszu wdarł się odległy dźwięk. Zadzwonił dzwonek, sygnalizujący rozpoczęcie zajęć. Spojrzałam na parking przed szkołą. Zgraja dzieciaków którzy jeszcze nie weszli do budynku, dopalała papierosy kierując się w stronę wejścia.
- Powinnam już iść... - powiedziałam i w jednej chwili lekko posmutniałam. Dotarło do mnie że najprawdopodobniej już więcej się nie spotkamy. Nie chciałam wysiadać z Jeep'a ale wtedy drugi dzwonek rozbrzmiał nieubłagalnie przypominając mi o swoim istnieniu. Parking był pusty. Zapadła cisza. - Więc dzięki za podwózkę. - dodałam uśmiechając się niepewnie i nacisnęłam klamkę.
 Ku mojemu zdziwieniu drzwi ani drgnęły. Spróbowałam jeszcze raz. Dalej nic.
- Co jest... - mruknęłam pod nosem, coraz gwałtowniej szarpiąc za klamkę. - Zamknąłeś je ?
 Cisza. Kevin siedział nieruchomo na miejscu kierowcy, szczerząc do mnie idealnie białe zęby, w łobuzerskim uśmiechu.
- Otwórz, muszę iść do szkoły. - syknęłam już lekko poirytowana.
- Daj mi powód. - odrzekł spokojnie akcentując każde słowo.
- Nie bądź śmieszny. - parsknęłam już całkiem zbita z tropu.
- Mam bardzo dużo czasu. -powiedział nie przestając się uśmiechać i przeczesał ręką włosy, mierzwiąc je jeszcze bardziej. Z trudem powstrzymałam się od cichego westchnięcia.
- A więc się ze mną droczysz, tak ? - zaśmiałam się nerwowo,  dalej nie rozumiejąc o co mu chodzi.
Uśmiechnął się tylko ale nie odpowiedział wciąż lustrując mnie wzrokiem.
- Więc ?
- Więc... - powtórzył. W tym momencie usłyszałam dźwięk przeskakującego zamka. Pociągnęłam za klamkę. Tym razem drzwi samochodu otworzyły się bez najmniejszego problemu. - Ty jakoś ładnie się ubierzesz a ja przyjadę po ciebie o szóstej. - ciągnął z lekkim uśmiechem.
 Parsknęłam po raz kolejny, zdziwiona jego bezczelnością.
- A jeżeli nie zechcę ? - zapytałam ciekawa tego co odpowie.
- To nie było pytanie. - powiedział jakby trochę poważniej - Ale jeżeli nie będziesz chciała to po prostu nie wyjdziesz. - dodał mimochodem i lekko wzruszył ramionami.
- Pa. - powiedziałam i otworzyłam szerzej drzwi, z zamiarem opuszczenia pojazdu ale coś mnie zatrzymało. Jego ręka delikatnie zacisnęła się na moim nadgarstku. Kątem oka  zobaczyłam że mi się przyglądał z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Zbliżył powoli swoją twarz do mojej tak jakby chciał powiedzieć mi coś bardzo poufnego ale jednocześnie bał się mojej reakcji. Poczułam na skórze ciepło jego oddechu. Wtedy zdarzyło się coś co całkowicie mnie zaskoczyło. Pcałował mnie. Tak poprostu. Złożył krótki ale bardzo zmysłowy pocałunek na moich ustach, by oderwać się od nich po chwili.
 Zamurowało mnie. Nie wiedziałam co powinnam zrobić, normalnie bym dała mu w twarz, ale miał w sobie coś takiego że za nic w świecie nie chciałam tego zrobić, więc poprostu speszona wysiadłam z samochodu. Trzasnęłam drzwiami, trochę za mocno. W tem poczułam jak rumieniec rozlewa się po mojej twarzy. W myślach podziękowałam Bogu, że tego nie widział. Jeszcze pomyślałby że mi sie to podobało. Właśnie, podobało mi się ? Dlaczego go nie odepchęłam ? Dotknęłąm opuszkami palców dolnej wargi, dalej czułam smak jego ust. Przeklęłam się w myślach.
 Bo zapragnęłam więcej.
 Idąc przez parking, poczułam na sobie czyjeś spojrzenia, przebiegłam wzrokiem po oknach budynku, ale nikogo nie zauważyłam. Kiedy weszłam do środka, korytarze były już puste, wygrzebałam z torby plan zajęć żeby dowiedzieć się gdzie powinnam iść, kiedy na kartkę padł cień i usłyszałam zniecierpliwione chrząknięcie. Podniosłam głowę znad planu i moim oczom ukazała się rozpromieniona twarz Evelyn.
- Eve! - krzyknęłam uradowana rzucając jej się na szyję - Nie widziałam cię chyba z pół roku.
- Tęskniłam za tobą. Kanada jest OK, ale tam nie ma Ciebie. Tak się cieszę że Cię widzę. - powiedziała ściskając mnie mocno - Ale widzę że w tej dziurze przez ten czas nic się nie zmieniło. Widziałam dzisiaj królową suk.
- Ja jeszcze nie miałam tej przyjemności. - odpowiedziałam ze sporą dawką sarkazmu - Tak cieszę się że wróciłaś mam ci tyle do powiedzenia.
 Jej błękitne oczy się rozjaśniły, ukazując jej urodę w pełnej okazałości. Jeżeli chodzi o wygląd to dosyć mocno się różnimy. Eve jest bardzo ładna, ma twarz w kształcie serca, piękne brązowe oczy, alabastrową cerę i czarne splątane loki do ramion, natomiast ja mam okrągłą twarz, długie orzechowe włosy i oczy w zimnym odcieniu stali. Przyjaźnimy się od trzeciej klasy podstawówki. Eve jakiś czas temu wyjechała z rodzicami do Kanady gdzie jej tata dostał pracę, ale nie zostali tam długo.
- Ej Rebel, - szturchnęła mnie. Zawsze tak na mnie mówiła, sama nie wiem czemu, ona zapewne też tego nie wiedziała. - Masz czas się dzisiaj spotkać ?
 Zastanowiłam się chwilę i od razu przypomniałam sobie o Kevinie.
- Dzisiaj nie mogę. - uśmiechnęłam się przepraszająco, - Może jutro ?
- Ok, o 16 ?
- Jasne. Wybacz ale muszę spadać. Mam fizykę z jędzą. - pożaliłam się na co ona tylko uśmiechnęła się i posłała mi współczujące spojrzenie.
 Pożegnałyśmy się szybko i poszłam do szafki żeby zostawić tam kurtkę i następnie udać się na lekcje. Chwilę później stałam przed drzwiami pracowni fizycznej. Nie chciałam tam wchodzić, wiedziałam co mnie czeka po wejściu do klasy, ale nie miałam wyboru. Moja sytuacja w związku z licznymi nieobecnościami nie była ciekawa, do tego nauczycielka to stara, wredna jędza która, napewno nie przepuści okazji do popastwienia się nademną. Chwilę jeszcze walczyłam ze sobą, ale zaraz się przemogłam i nacisnęłam klamkę.
 W klasie było dużo jaśniej niż na korytarzu, mimo że liczne drzewa za oknami rzucały długie cienie na całe pomieszczenie. Kiedy tylko weszłam do środka wydukałam ciche 'Dzień dobry', spuściłam głowę i skierowałam się w stronę przed ostatniej ławki. Ale głos nauczycielki zatrzymał mnie w pół kroku.
- Widzę że panna Adler postanowiła zaszczycić nas swoją obecnością. - powiedziała pani Peterson z sadystycznym uśmiechem na ustach - Zaprawdę jesteśmy ci wdzięczni za ten zaszczyt. Może więc okażesz nam jeszcze więcej łaski i opowiesz co Cię skłoniło do tak heroicznego czynu ? -
 Znowu się zaczyna, przemknęło mi przez myśl. W jednej chwili cała klasa pochyliła niżej głowy nad podręcznikiem unikając kontaktu wzrokowego, tylko parę osób posłało mi spojrzenia pełne współczucia. Zapanowała idealna cisza, przerywana tylko tykaniem zegara powieszonego nad tablicą. Pewnie wszyscy właśnie dziękowali Bogu za to że nie są na moim miejscu.
- Więc ? Nie odpowiesz ? - ciągnęła nauczycielka, patrząc mi prowokacyjnie w oczy - W takim razie podziel się z nami zapewne bardzo interesującą historią, a mianowicie co było na tyle ważne że zatrzymało cię przed dotarciem na drugą lekcję na czas ? - milczałam wbijając w nią nienawistny wzrok. - A więc milczysz. - kontynuowała z zadowoleniem - Widziałam że ktoś cię podwiózł, twój chłopak ?
 Cisza.
- A może sponsor ? Wiesz moja droga słyszałam że wśród młodych dziewczyn to bardzo częste zjawisko. -na jej słowa Marcie zachichotała złośliwie, a po chwili parę dziewcząt w klasie, jej zawtórowało. Posłałam Marcie złowrogie spojrzenie. Było widać że  Peterson bardzo chce zostawić mnie w klasie nie odbierając sobie przy tym przyjemności sponiewierania mnie. Ale robienie ze mnie dziwki to była już lekka przesada.
- O sponsoringu powinna pani rozmawiać raczej z Marcie. - opowiedziałam jej spokojnie, na co Marcie oderwała na chwile oburzony wzrok od paznokci które właśnie wyrównywała pilniczkiem i wykrzywiła usta łypiąc na mnie spode łba. - Podwiózł mnie znajomy, ale to co robię zanim wejdę na teren szkoły to już nie pani sprawa.
- Mnie koledzy nie podwozili do szkoły... - kontynuowała nie ugięta nauczycielka.
- Na ich miejscu tez nie wpuściłabym pani do samochodu. - przerwałam jej i odchrząknęłam, nie szczędząc jej złośliwego uśmiechu. Jej twarz wyraźnie poczerwieniała zdradzając wyprowadzenie z równowagi. Pani Peterson była tęgą, niesamowicie złośliwą kobietą po czterdziestce, wykazującą wyraźne skłonności do znęcania się nad uczniami. Nie byłam jej pierwszą ofiarą. A może wrogiem ? Nie wiedziałam jak określić nasze relacje.
- Ciekawe czy będziesz taka pyskata jak wystawię ci dwa na koniec roku. - syknęła piorunując mnie wzrokiem. Spojrzałąm na nią chłodno.
 Zadzwonił dzwonek. Wybiegłam z klasy zostawiając za sobą wściekłą nauczycielkę.
___________________________

Jestem średnio zadowolona z tego rozdziału, zaczynam myśleć że niepotrzebnie wszystko zmieniałam ale mam nadzieję że w miarę rozwoju akcji będzie lepiej :) Mam nadzieję że wam się podoba.



niedziela, 8 grudnia 2013

Promise, Rozdział 2

Nacisnęłam dzwonek po raz kolejny, bo w dalszym ciągu nikt nie otwierał. Mama pewnie jest w pracy i wróci wieczorem, ale Michael na pewno siedział w domu. Naciskałam dzwonek tak długo aż nie usłyszałam odgłosu kroków na schodach i krzyku Michaela 'No chwila, przecież już idę'. Po paru sekundach drzwi się otworzyły a zza nich wychyliła się znudzona twarz Michaela.
- A ty tu czego? - zapytał żartobliwie.
- Jak byś raczył zauważyć kochany braciszku, ja też tu mieszkam. - odparłam ze sztucznym uśmiechem, wpychając się między niego a drzwi.
- Skoro tu mieszkasz to może łaskawie wzięłabyś klucze i sama sobie otworzyła ?
- Skoro masz 19 lat to może łaskawie wziąłbyś się za jakąś robotę i wyprowadził ? - zapytałam złośliwie.
- Nie bądź taka mądra bo następnym razem cię nie wpuszczę i będziesz spać na wycieraczce.
- Też cię kocham braciszku. - zakończyłam sztucznie się uśmiechając, na co mój brat prychnął odwracając się na pięcie i odszedł z założonymi rękami. Wyglądał teraz jak obrażony przedszkolak, któremu ktoś zabrał ulubione klocki.
Zdjęłam buty i kurtkę, po czym przeszłam przez salon i weszłam do kuchni. Od tego całego zamieszania zrobiłam się strasznie głodna. Otworzyłam lodówkę, z nadzieją że znajdę tam coś nadającego się do zjedzenia.
No tak, mama znowu zapomniała zrobić zakupy. Postanowiłam że zrobię je sama, ale później, teraz byłam zbyt głodna. Otworzyłam zamrażarkę w poszukiwaniu frytek. Wyciągnełąm paczkę i nagrzałam piekarnik.
- Michael. Zrobić ci frytki ?! - zapytałam.
Cisza. Pewnie znowu gra.
Nalałam sobie szklankę soku porzeczkowego i wdrapałam się po schodach na górę.  Drzwi od mojego pokoju były uchylone. Dziwne, mogłabym przysiąc że zamykałam je na zamek, kiedy wychodziłam do szkoły.
Poczułam niepokój. Odruchowo dotknęłam opuszkami palców obojczyków żeby upewnić się że klucz jest na właściwym miejscu. Wisiał na srebrnym łańcuszku, bezpiecznie ukryty pod poplamionym swetrem, lekko ocierając się o mój mostek. Był bardzo rozgrzany od temperatury mojego ciała kiedy dotknęłam go zimnymi palcami. Popchnęłam niepewnie czarne, dębowe drzwi. Zawiasy jęknęły głośno, a drzwi z hukiem runęły na podłogę, odrywając się od futryny. Rygiel był wysunięty, co upewniło mnie w przekonaniu że zamknęłam je za sobą. Teraz byłam już wściekła, na podsumowanie tego i tak już beznadziejnego dnia, ktoś musiał jeszcze zdemolować mi wejście do pokoju.
- Michael! Chodź tu! - krzyczałam - Mógłbyś mi do jasnej cholery wyjaśnić, co tu się stało ?
Zero reakcji.
Weszłam, a raczej wtargnęłam do jego pokoju. Siedział w fotelu przed telewizorem, z słuchawkami na uszach i padem w ręce i grał. Szybkim ruchem ściągnęłam mu słuchawki i opanowując złość resztkami sił, zapytałam:
- Co zrobiłeś z moimi drzwiami ?
- Nic, a co miałem zrobić ? - powiedział spokojnie, nie odrywając wzroku od ekranu i nie przestając walić w przyciski na padzie, chudymi palcami.
Całkowicie wyprowadzona z równowagi, wyrwałam mu pada z rąk, naciskając przy tym kilka przycisków i odrzuciłam go w kąt pokoju.
- Ej! - odwrócił w moją stronę zdezorientowane spojrzenie - Zmarnowałaś mi całą manę!
- Mam gdzieś twoją manę. Lepiej, wstań i wytłumacz mi co zrobiłeś z drzwiami.
Wstał, spoglądając na mnie z niechęcią. Wyszliśmy z jego pokoju i stanąliśmy przy wejściu do mojego pokoju, koło leżących na podłodze drzwi.
- No więc ? - zapytałam nie kryjąc wyrzutów. - Co się stało ? - milczenie. Zawiesił na futrynie swój zdezorientowany wzrok i podrapał się po głowie. - Zostawiłeś w moim pokoju jakąś grę i wkurzony że drzwi są zamknięte, postanowiłeś wjechać w nie czołgiem ?
- Przecież zamykasz drzwi na klucz, więc niby jak miałbym się tam dostać. - powiedział poważnie.
Wtedy poczułam zapach spalenizny i naszło mnie nieodparte wrażenie że o czymś zapomniałam.
- Cholera, moje frytki ! - wrzasnęłam i puściłam się biegiem po schodach, przeskakując co dwa stopnie.
Doskoczyłam do piekarnika, wyłączyłam go i otworzyłam drzwiczki. Ze środka wydostały się gęste kłęby szarego dymu. Podbiegłam do okna i otworzyłam je oścież. W twarz uderzył mnie zimny podmuch świeżego powietrza. Podeszłam niepewnie do otwartego, dymiącego piekarnika, w celu skontrolowania stanu frytek. Niektóre były trochę zwęglone, ale reszta wyglądała jadalnie, jedna nawet się zapaliła.
Wyciągnęłam w miarę dobrze wyglądające frytki, a resztę wyrzuciłam. Spojrzałam nieufnie na talerz z 'dobrymi' frytkami i uznałam że jak dodam dużo ketchupu to będą w sam raz. Potem weszłam z frytkami na górę i skierowałam się do pokoju Michaela, gdzie usiadłam na kanapie żeby go wypytać.
- Więc powiesz mi w końcu co stało się z drzwiami czy będę musiała posunąć się do szantażu ? - zapytałam.
Cisza przerywana jedynie rytmicznym bębnieniem w przyciski na padzie.
- Frytkę ? - zapytałam.
- Nie dotykałem twoich drzwi. - powiedział przybierając poważny ton, jednak nie odrywając wzroku od ekranu. Dziwne, byłam prawie pewna że mówi prawdę.
- Wierzę ci, taki nerd jak ty nie byłby w stanie rozwalić tak mocnych drzwi. - tak naprawdę gyby bardzo chciał to dałby radę, Michael był chudy ale naprawdę silny.
- Ejj. Nie jestem nerdem, tylko bardzo utalentowanym graczem.
- Idę do siebie. Posprzątaj tu, mama zaraz wróci. - powiedziałam i wyszłam, zabierając ze sobą przypalone frytki.
 Następnego dnia obudziło mnie światło, rześkiego zimowego poranka, wpadające przez moje okno i przebijające się przez jedwabne zasłony. Promienie słońca, nieśmiało przebiegły mi po twarzy zostawiając w moich oczach kolorowe plamki. Przetarłam zaspane oczy i spojrzałam leniwie na podświetlony wyświetlacz komórki, leżącej na szafce nocnej. Była 8:15.
 Zerwałam się z łóżka. Już i tak miałam duże problemy przez wagarowanie. Nie powinnam się więcej spóźniać, ale ostatecznie uznałam że nie warto teraz pędzić na złamanie karku skoro mogę pójść na drugą lekcję. Poszłam do łazienki żeby się umyć, pomalować i uczesać. Kiedy wróciłam naciągnęłam na siebie jeansy, koszulkę z krótkim rękawem i bluzę. Podeszłam do okna od ulicy i to co zobaczyłam bardzo mnie zaskoczyło. Na podjeździe stał granatowy Jeep Wrangler. O drzwi od strony pasażera opierał się Kevin... i patrzył prosto na mnie.
Chwyciłam torbę, zbiegłam na dół, ubrałam kurtkę i wyszłam. Kiedy zbiegłam z ganku, dalej tam był. Opierał się nonszalancko o samochód, miał na sobie biały T-shirt, szarą, rozpiętą koszulę w kratę z wywiniętymi mankietami i ciemne jeansy. Na jego ustach gościł łobuzerski uśmiech, z którym było mu do twarzy. Dopiero teraz zauważyłam że jest bardzo przystojny. Miał karmelową cerę i ciemne włosy, zmierzwione w seksownym nieładzie.
- Co tu robisz ? - zapytałam głupio.
- W moich stronach na przywitanie mówi sie '' Cześć''. - powiedział nie przestając się uśmiechać. - Zostawiłaś wczoraj klucze w moim samochodzie. Pomyślałem że skoro wiem gdzie mieszkasz to przyjadę tutaj i ci je oddam. - wyciągnął rękę z pękiem kluczy w moją stronę.
- Dzięki. - powiedziałam i wyjęłam klucze z jego ręki, po czym zadałam mu, długo nurtujące mnie pytanie. - Powiedz mi, ty nie zamarzasz w tej koszuli ?
- Nie - powiedział i zaśmiał się pod nosem. - Chodź, odwiozę cię do szkoły, bo jeszcze się spóźnisz.
- To nie ma znaczenia i tak jestem spóźniona.
- Ale chyba nie chcesz spóźnić się na drugą lekcję ? - zapytał.
- Nie musisz mnie zawozić. - odparłam lekko się wachając.
Cyba to wyczuł, bo podszedł blisko i nachylił się nade mną, tak że czułam jego zapach. Pachniał ziemią i szamponem o mocnym grejpfrutowym zapachu. Bardzo energetycznie. Spojrzałam mu głęboko w oczy, były duże, okalane gęstymi czarnymi rzęsami, miały ciepły orzechowy odcień.
Musieliśmy zabawnie wyglądać, w końcu był ode mnie wyższy o ponad głowę.
- Ale chcę. - szepnął, pochylając się nademną.
_______________________________
Ten rozdział pozostał niezmieniony ale usunęłam trzy następne i zamierzam poprowadzić tą historię w zupełnie inną stronę, wydaje mi się że do tego momentu nie jest źle. Prosiłabym o szczere opinie w komentarzach, chciałabym wiedzieć co mogę zmienić na lepsze :)


Promise, Rozdział 1

Wyszłam szybkim krokiem z obdrapanego budynku szkoły. Kopnęłam bramę wejściową, która otworzyła się, sygnalizując to głośnym skrzypnięciem i uderzyła z hukiem o mur, z którego odpadły kawałki szarego tynku. Dookoła padał śnieg. Białe płatki wirowały w powietrzu jak roztańczone baletnice, znoszone w dal silnymi podmuchami wiatru, aby swoją wędrówkę zakończyć na skutej lodem ziemi. Krajobraz był piękny, ale nie zwróciłam na to specjalnej uwagi. Byłam zbyt zajęta ogarniającą mnie wściekłością i mimo panującej wokół temperatury, nie miałam zamiaru zajmować się tak przyziemnymi rzeczami jak zapinanie kurtki. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu i przebrać się w coś co nie śmierdziało kawą.
 Marcie znowu ośmieszyła mnie przed wszystkimi. Każdy tylko śmiał się lub spoglądał na mnie z litością i zażenowaniem. Stłumiony gniew zmieszany ze smutkiem zapłonął we mnie na nowo, na wspomnienie tej chwili.
Była przerwa. Stałam w kolejce do automatu z gorącymi napojami, miałam bardzo zły humor i chciałam kupić sobie gorącą czekoladę. Przede mną Marcie nachylała się nad dystrybutorem żeby zabrać swoją kawę. Jej spodenki były tak krótkie że spod nogawek ( albo raczej dziur na nogi), wystawały jej wysmarowane samoopalaczem pośladki. Zastanowiłam się przez chwilę czy czasem nie jest jej zimno ale po chwili jakoś przestało mnie to interesować. Chwyciła kubek z kawą i odwróciła się w moją stronę z drwiącym uśmieszkiem. Wydęła wargi w dzióbek i ruszyła przed siebie, oblewając mnie przy okazji gorącym napojem. Na moim swetrze rozkwitła wielka brązowa plama, ślad po gorącej kawie. Spojrzałam na nią i warknęłam:
- Może byś trochę uważała ?!
Ona tylko zmierzyła mnie wzrokiem z rozbawieniem, po czym złapała się teatralnie za głowę, przeczesując gęste, blond włosy.
- Oj. Ale ze mnie niezdara. - wykrzywiła usta w złośliwym uśmiechu - Przynajmniej ten sweter wygląda teraz o wiele lepiej. - powiedziała mierząc mnie od góry do dołu i roześmiała się odchodząc.
 Rozejrzałam się po korytarzu i uświadomiłam sobie że reszta przygląda mi się, szepcąc coś do siebie z rozbawieniem. Po korytarzach rozległ się echem dźwięk dzwonka. Wszyscy zaczęli zbierać się koło klas, a ja ruszyłam do szafki po swoje rzeczy.
 
 Ta. I to by było na tyle. Szłam teraz chodnikiem w stronę skrzyżowania. Boże jak ja jej nienawidzę, tak było zawsze, właściwie nigdy się nie lubiłyśmy. I nie polubimy. Rywalizujemy ze sobą od przedszkola. Ale bez przesady, żeby oblewać kogoś kawą, trochę klasy no błagam.
 Z zamyślenia wyrwał mnie pisk opon, dobiegający z mojej lewej strony. Zdążyłam zobaczyć tylko maskę granatowego Jeep'a Wrangler'a . Chwilę później poczułam mocne uderzenie w bok i straciłam równowagę. Zachwiałam się po czym impet uderzenia zwalił mnie z nóg. Leżałam przed samochodem, strasznie bolało mnie biodro, zapewne to na nie upadłam lądując na asfalcie. Moja torba leżała obok. Wysypało się z niej parę książek i długopisów. Pomiędzy mną a maską samochodu, na asfalcie leżał mój odtwarzacz MP3, był w opłakanym stanie. Spojrzałam smutno na roztrzaskane urządzenie i wezbrała we mnie wściekłość, którą nagle zapragnęłam wyładować na sprawcy. Wstałam, uzupełniłam torbę rzeczami leżącymi na asfalcie i zwyczajnie zaczęłam drzeć się na kierowce.
- Kto ci dał prawo jazdy, idioto ?
Z samochodu wysiadł wysoki brunet, w flanelowej koszuli w granatowo-czarną kratę. Wyglądał na góra 19 lat.
- Oszalałaś ?! Masz jakieś skłonności samobójcze, że pchasz się pod rozpędzone samochody ?
- Ślepy jesteś ? Byłam na przejściu dla pieszych!
- To nie upoważnia cię do włażenia mi pod koła!
- Przekroczyłeś prędkość. - argumentowałam rozpaczliwie.
Rozejrzał się dookoła zrezygnowany i zaczął grzebać w kieszeniach spodni.
- Masz. -  powiedział, wyciągając do mnie rękę, w której trzymał 20 dolarów. - Tylko nie dzwoń po policję bo mam już 22 punkty karne.
- Nie chcę twoich pieniędzy, wykup sobie za nie parę godzin kursu, żebyś nikogo nie rozjechał. 
Roześmiał się nerwowo i powiedział:
- Zazwyczaj aż tak źle nie jeżdżę.
- Ale patrząc na ilość twoich punktów karnych zdarza ci się.
Podszedł do mnie i wyciągnął rękę w moją stronę.
- Tak w ogóle to jestem Kevin.
Popatrzyłam na niego zdziwiona i podałam mu rękę, mówiąc:
- Rebecca, powiedziałabym że miło cię poznać, ale to nie prawda. - powiedziałam uszczypliwie, na co on tylko uśmiechnął się łobuzersko.
- Serio nie chciałem cię zabić, samo tak jakoś wyszło.
Roześmiałam się.
- Może cię podwiozę ? Bo widząc zapał z jakim wskoczyłaś mi pod samochód, musiałaś sie gdzieś śpieszyć.
- Jakoś nie mam zwyczaju wsiadać do samochodu z obcymi facetami którzy przed chwilą omal mnie nie rozjechali.
Podszedł do drzwi od strony pasażera, otworzył je i machnął do mnie ręką w zapraszającym geście, mówiąc:
- Jestem ci to winien.
Przyjrzałam mu się. Nie wyglądał na psychopatę, w sumie był całkiem przystojny. Zagryzłam wargi z rozbawieniem i niepewnie wsiadłam do samochodu.
- Dzięki. - powiedziałam tylko. Dalszą drogę jechaliśmy w prawie całkowitej ciszy przerywanej tylko moimi krótkimi uwagami, w którą stronę ma jechać i o dziwo, wcale nie było niezręcznie. Po około pięciu minutach byliśmy na miejscu. Zatrzymał Jeep'a nie gasząc silnika.


 Pożegnałam się, po czym wysiadłam z samochodu i skierowałam się w stronę drzwi. Zaczęłam grzebać po kieszeniach w poszukiwaniu kluczy, ale dziwnym trafem ich nie znalazłam. Pomyślałam że zapewne są na dnie torby. Nacisnęłam dzwonek i odwróciłam się w stronę ulicy. Jeep'a już nie było.
_________________________________
W końcu uporałam się z pierwszym rozdziałem, jest trochę przerobiony, bo uznałam że w pierwotnej wersji jest zbyt dużo bohaterów, przez co panuje zam
ęt. Wydaje mi się że lepiej jest tak jak jest teraz. Mam nadzieję że zapowiada się dobrze.